Go to full page →

Wykłady Millera w Portland ZD 26

W czerwcu 1842 roku Miller przeprowadzał drugą serię odczytów w kościele na Gasco Streat w Portland. Uważałam to za wielki przywilej ponieważ serce moje trapił niepokój gdyż nie czułam się przygotowana na spotkanie się z Panem. Druga seria odczytów wywołała większe poruszenie w mieście niż pierwsza. Z nielicznymi wyjątkami różne ośrodki zamknęły drzwi swych kościołów przed Millerem. W różnych kazaniach i kościołach starali się wykazać fanatyczne błędy Millera. Lecz wielu niespokojnych słuchaczy uczestniczyło w tych nabożeństwach a wielu nie mogło nawet wejść do domu gdzie odbywały się te wykłady. Zgromadzeni byli niezwykle spokojni i skupieni. ZD 26.3

Sposób przemawiania Millera nie był krasomówczy ani nie była to mistrzowska wiedza. Mówca przedkładał jednak jasno i prosto zdumiewające fakty, które wyrywały słuchaczy z beztroskiej obojętności. Swoje poglądy i myśli popierał dowodami Pisma Świętego. Jego słowa miały przekonującą moc a na słuchaczach wywierały niezatarte wrażenia. ZD 27.1

Miller był grzeczny i sympatyczny, gdy brakowało miejsca na sali, było przepełnienie, widziałam jak opuszczał pulpit i brał słabe, starsze osoby za rękę i znajdował dla nich miejsce, potem się wracał i kontynuował kazanie. Słusznie nazwano go “Ojciec Miller” ponieważ troskliwym wzrokiem patrzył na tych, którzy przychodzili na jego wykłady, był przywiązany do słuchaczy, uprzejmy i miłego serca. ZD 27.2

Był interesującym mówcą i jego napomnienia — tak wobec chrześcijan jak i nienawróconych i znajomych — były stosowne i mocne. Jego zgromadzenie przenikała głęboka uroczystość, trudna do odparcia. Na myślach wielu słuchaczy spoczywało odczucie grożącego kryzysu historii ludzkości. Wielu poddawało się działaniu Ducha Bożego. Siwowłosi mężowie i starsze kobiety wyszukiwały niepewnym krokiem miejsca pokuty, mężczyźni w sile wieku, młodzież i dzieci byli głęboko poruszeni. Wzdychania i płacz jak i oznaki chwały Bożej mieszały się z modlitwami. ZD 27.3

Wierzyłam w prawdziwość słów sługi Bożego, ból dotykał mego serca kiedy spotykałam się ze sprzeciwem lub stałam się przedmiotem żartów. Często chodziłam do zgromadzenia i wierzyłam że Jezus wnet przyjdzie na obłokach niebieskich, moim wielkim dążeniem było być przygotowaną na spotkanie się z Nim. Stale rozmyślałam o czystości serca. Przede wszystkim dążyłam do tego aby być uczestniczką tego wszelkiego błogosławieństwa, być pewną że Bóg mnie przyjął. ZD 27.4